Od 1 maja zostanie otwarty dla Polaków niemiecki rynek pracy. Podobnie jak było to w przypadku innych krajów z szansy tej skorzysta wielu polskich pracowników budowlanych. Jak ta sytuacja wpłynie na branżę budowlaną w Poznaniu? Zygmunt Jeżewski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu nie ma wątpliwości, że otwarcie niemieckiego rynku pracy wpłynie na poznański i okoliczny rynek budowlany. Odczują to miejscowe firmy deweloperskie.
– Nie spodziewam się jednak jakiegoś wielkiego exodusu budowlańców – stwierdza dyrektor Jeżewski. – Przecież od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej Polacy mogą legalnie założyć firmę za zachodnią granicą i tam prowadzić biznes. Wielu z tych najbardziej przedsiębiorczych i dobrze wykwalifikowanych już tak uczyniło. W Niemczech działają od lat.
Zdaniem dyrektora PUP problemem dla branży jest to, że w pierwszej kolejności wyjeżdżają ci najlepsi fachowcy, który wiedzą, iż sobie poradzą za granicą. Po 1 maja bieżącego roku wyjadą raczej młodsi ludzie, skoncentrowani na prace sezonowe, dorywcze. Starsi pracownicy – mniej mobilni – pozostaną w domach. Problem w tym, że w branży budowlanej od kilku lat obserwujemy deficyt wykwalifikowanych rąk do pracy. Teraz się on jeszcze pogłębi. W takich zawodach jak dekarz czy cieśla można wręcz mówić o rynku pracobiorcy. To on może swobodnie wybierać w ofertach pracy.
Po otwarciu niemieckiego rynku kłopoty mogą mieć przede wszystkim mniejsze firmy budowlane. W nich częściej zatrudnia się pracowników na czarno. Wprawdzie dla pracodawcy są niższe koszty takiego pracownika, ale ten ostatni może z dnia na dzień zejść z placu i bez słowa wyjechać. Takie zachowanie było często widoczne po otwarciu rynku pracy na Wyspach Brytyjskich. Pojawią się problemy u tych, którzy budują domy systemem gospodarczym.
– Widać, że opłaca się zatrudniać pracowników zgodnie z przepisami. Wprawdzie zdarzać się będą przypadki łamania przez nich umów, ale pracodawca nie pozostanie wobec takiej postawy bezbronny – zauważa Zygmunt Jeżewski.
Poznań i okolice są magnesem dla małych ekip budowlanych, dojeżdżających nawet do 100 km. Szczególnie te z części zachodniej Wielkopolski oraz Lubuskiego chętniej będą spoglądać za Odrę. Trzeba się liczyć z tym, że wzrośnie cena robót budowlanych.
A jak ten problem widzą właściciele firm budowlanych?
– Otwarcie niemieckiego rynku pracy będzie poważnym wyzwaniem dla wielu właścicieli firm budowlanych. W najbliższych miesiącach okaże się, na ile trwałe relacje zawodowe udało im się stworzyć z pracownikami – stwierdza Jakub Pyżalski, prezes spółki Family House. Firma ta zarówno buduje domy i mieszkania na sprzedaż, jak i realizuje budowy u innych inwestorów.
– Od początku istnienia Family House dbamy, by relacje te były jak najlepsze. Troszczymy się o podwładnych. Wszyscy są zatrudnieni na umowę o pracę. Mają zagwarantowane pełne zabezpieczenie socjalne i możliwość rozwoju kariery zawodowej – zapewnia prezes Pyżalski. – Mimo tego liczę się z faktem, że kilkanaście osób spośród 200 zatrudnionych w firmie może zdecydować się na wyjazd za zachodnią granicę. Jednak te wyjazdy nie powinny zagrozić Family House, ponieważ wciąż jest wiele osób gotowych podjąć pracę na budowie.
Jakub Pyżalski podkreśla, że nie jesteśmy w stanie konkurować z Niemcami pod względem wysokości płac. W związku z tym konieczne są pozapłacowe bodźce, takie jak możliwość rozwoju zawodowego czy pewność zatrudnienia. Jeżeli pracownik wie, że ma stabilną pracę, zagwarantowane dobre warunki do jej wykonywania, a do tego pakiet dodatkowych świadczeń socjalnych, ryzyko, że z dnia na dzień wyjedzie za granicę, jest sprowadzone niemal do minimum. Niebagatelne znaczenie ma też jakość sprzętu używanego na budowach. Pracownicy Family House korzystają z najnowszych zdobyczy techniki budowlanej.
Gigantycznego załamania rynku budowlanego nie przewiduje też Ryszard Szulc, prezes spółki Ataner, która ma własny zakład budowlany.
– Na pewno będzie pewien odpływ pracowników, ale nie będzie on duży – stwierdza Ryszard Szulc. – Przy obecnej sytuacji gospodarczej i u nas i w Niemczech popyt na usługi jest ograniczony.
Zdaniem Szulca trzeba wziąć pod uwagę także koszty utrzymania. Bo choć zarobki w Niemczech są wyższe, to koszty również. U nas fachowcy też dobrze zarabiają – w ciągu ostatnich kilku lat ich zarobki wyraźnie wzrosły – i wobec tego ktoś, kto ma dobrą pracę i rodzinę nie zdecyduje się tak łatwo na wyjazd.
– Konkurencja na rynku jest duża, wobec tego nie przewiduję u nas znaczącego wzrostu płac – dodaje Szulc.
– Obecnie są takie braki pracy na naszym rynku, więc nie sądzę, aby otwarcie rynku niemieckiego znacząco wpłynęło na naszą sytuację – ocenia Paweł Szczepaniak, prezes firmy RBW, która specjalizuje się w usługach dla budownictwa mieszkaniowego. – Chętnych do pracy jest bardzo dużo i jeśli część wyjedzie, to nam nie zaszkodzi.
Na ogłoszony ostatnio przez firmę nabór pracowników zgłosiło się bardzo dużo zainteresowanych. Paweł Szczepaniak nie boi się wiec nagłego odpływu pracowników, ale z czasem może zacząć brakować fachowców. Ludzie na pewno będą sondować tamten rynek. Trzeba więc skoncentrować się na szkoleniu fachowców, bo obecnie ich brakuje, tak aby wystarczyło ich i dla na i dla sąsiadów. Pracodawcy w perspektywie czasu też – jego zdaniem – powinni przewidywać, aby płace wzrastały i różnice między obowiązującymi za Odrą malały.
Nieco bardziej sceptycznie sprawę postrzega Krzysztof Kruszona, prezes PP-UiH Agrobex, budującego mieszkania i obiekty usługowe oraz świadczącego usługi budowlane.
– Każda prognoza, także i dotycząca tej kwestii jest ryzykowna, ponieważ trzeba uwzględnić zbyt wiele zmiennych – zauważa Krzysztof Kruszona. – Można ostrożnie przyjąć, że po otwarciu rynku niemieckiego powtórzy się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy otwarte zostały rynki Irlandii i Wielkiej Brytanii. Wówczas ceny usług budowlanych zauważalnie wzrosły, a fakt ten miał swoje wyraźne odbicie w cenie metra kwadratowego mieszkania. Jeśli teraz również zanotujemy tak znaczący odpływ siły roboczej, to konsekwencje będą analogiczne. Bowiem nawet jeżeli pracodawcy uda się zatrzymać pracowników, to tylko poprzez zwiększenie ich wynagrodzenia, co bezpośrednio przełoży się na podwyższenie kosztów wytworzenia metra kwadratowego i w efekcie na wzrost ceny mieszkania.
Ci pracodawcy, którzy dopiero teraz sobie przypomną o podwładnych, będą mieli kłopoty. Największe perturbacje czekają firmy, które swą działalność opierają na podwykonawcach lub zatrudniają ludzi na czarno. Brak umów na konkretne roboty rodzi ryzyko zejścia z placu budowy przez wynajętą ekipę z dnia na dzień bez możliwości wyciagnięcia wobec niej konsekwencji. Jedno jest pewne, rynek nie znosi próżni i z czasem cała sytuacja wróci do normy.
Poznańskie Nieruchomości portal informacyjny oferta deweloperska Poznań i inwestycje w mieście, mieszkania, działki, lokale
2007 - 2026