Ministerstwo Edukacji Narodowej zaproponowało modernizację systemu kształcenia zawodowego. Jej skutki oceniane są krytycznie przez przedstawicieli szkół i przedsiębiorców. MEN proponuje system tzw. kształcenia modułowego łączącego ściślej teorię z praktyką. Kształcenie to ma odbywać się w szkole lub w branżowych centrach kształcenia zawodowego i ustawicznego. Tymczasem przed laty zlikwidowano warsztaty przyszkolne i teraz trzeba by je odbudować. W przypadku budownictwa szkoły trzeba by wyposażyć w bardzo drogie technologie, które na co dzień są w posiadaniu przedsiębiorstw.
– Reforma zakłada ściślejszą współpracę z firmami. Jest ona jednak tak ułożona, że wyklucza zakłady małe. Kształcenie praktyczne powinno odbywać się zarówno w zakładach dużych jak i małych. Szczególnie w tak charakterystycznej branży budowlanej – twierdzi Arkadiusz Dratwa, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych w Poznaniu. – Wdrożenie takich rozwiązań jest zaprzeczeniem głównych założeń planowanych zmian w systemie edukacji. Bardzo prawdopodobne, iż szkoły przy zawieraniu umów o współpracy z zakładami pracy będą kierowały się możliwościami finansowymi przedsiębiorstw i korzyściami z tego tytułu płynącymi dla szkoły, zamiast dobrem polskiej gospodarki i wszechstronnym wykształceniem przyszłych pracowników. Faworyzowanie dużych zakładów pracy doprowadzi do kształcenia uczniów w wąskim zakresie na potrzeby tych zakładów. Przecież nie możemy przewidzieć, gdzie duży koncern będzie miał budowę za rok.
Zdaniem dyrektora Dratwy kształcenie modułowe, które zamierza wprowadzić ministerstwo jest kształceniem może i skutecznym, ale wymagającym wielkiego nakładu finansowego. Wiąże się to z mniejszymi grupami uczniów oraz bardzo dużym dodatkowym wyposażeniem w nowoczesne materiały, na które nie stać obecnie szkół. Co więcej w wyniku proponowanych zmian czas kształcenia praktycznego ulegnie zmniejszeniu. Projekt nie zapowiada tego wprost, ale zwiększanie liczby godzin na zajęcia teoretyczne musi znaleźć odzwierciedlenie w ograniczeniu praktyk.
– Nie od dziś wiadomo, że na rynku pracy brakuje młodej, wykwalifikowanej kadry w budownictwie. Kilka lat temu zostały zamknięte niektóre szkoły zawodowe, co pociągnęło za sobą spadek i tak już małej liczby pracowników budowlanych. Sama młodzież też nigdy nie garnęła się do podjęcia tego rodzaju zawodów, głównie ze względu na niskie zarobki i niezbyt dobrą opinię – mówi Jakub Pyżalski, prezes zarządu Family House. – Jednak sytuacja uległa zmianie, lepsza koniunktura stworzyła możliwość zatrudnienia większej liczby osób i podwyższenia średnich zarobków w branży. Pojawił się jednak problem z kwalifikacjami potencjalnych pracowników. Wystarczy zapytać kogokolwiek, aby usłyszeć, że o dobrego robotnika jest naprawdę trudno. Zdajemy sobie sprawę, że im wcześniej młodzi rozpoczną naukę, tym łatwiej będzie im znaleźć pracę. Jako generalny wykonawca swoich inwestycji, zdajemy sobie sprawę, że praktyczne zajęcia odgrywają bardzo dużą rolę w rozwoju przyszłego budowlańca.
Prezes Pyżalski wymienia walory kształcenia praktycznego u pracodawcy:
– zindywidualizowany tok nauczania, uwzględniający możliwości, uzdolnienia i cechy osobowościowe młodocianego;
– nauka zawodu w warunkach naturalnej pracy w otoczeniu doświadczonych pracowników i z możliwością dokonywania samooceny w nabywaniu umiejętności;
– poznawanie podczas pracy tradycyjnych i innowacyjnych technologii, urządzeń i materiałów, wprowadzonych przez przedsiębiorcę dla zwiększania efektywności rynkowej;
– zdobywanie w drodze praktycznych doświadczeń wiedzy z zakresu przedsiębiorczości;
– tworzenie więzi emocjonalnych pomiędzy uczącym się zawodu a pracodawcą, co ma istotne znaczenie dla realizacji programu nauczania i tworzy podstawy dla przyszłej, harmonijnej współpracy w relacji pracownik-pracodawca.
Zapowiadane przez MEN zmiany w systemie kształcenia zawodowego podkreślają konieczność ścisłej współpracy między szkołą a zakładem pracy. W opinii Pyżalskiego można jednak odnieść wrażenie, że to duże przedsiębiorstwa są w tym wypadku uprzywilejowane. To może doprowadzić do kształcenia uczniów w wąskim zakresie na potrzeby tych zakładów. Małe i średnie zakłady pracy, które w Polsce stanowią 99 procent wszystkich przedsiębiorstw, potrzebują natomiast pracowników, których wiedza i umiejętności będą bardzo wszechstronne i dadzą możliwość wykonywania bardzo różnorodnych czynności zgodnych z szerokim zakresem prac wykonywanych przez te zakłady.
Podkreśla też, że małe i średnie przedsiębiorstwa są najlepiej funkcjonującymi jednostkami gospodarczymi, gdyż działają bardzo elastycznie, szybko przystosowując się do zmian w gospodarce i pozytywnie kształtując ją. Niestety działanie ich może być poważnie zagrożone przy braku możliwości pozyskania dobrych pracowników.
Podobnie kwestię tę widzi Tomasz Wika, dyrektor Wielkopolskiej Izby Rzemieślniczej.
– Kształcenie praktyczne ma odbywać się w powiązaniu z pracodawcami i powinno być realizowane na potrzeby rynku pracy. Założenie to byłoby dobre, gdyby ścisła współpraca z pracodawcami dotyczyła wszystkich pracodawców prowadzących zarówno duże jak i małe zakłady, a ponadto gdyby pracodawcy mieli czynny wpływ na kształcenie poprzez zawieranie umów o pracę w celu przygotowania zawodowego – ocenia dyrektor Wika.
Środowisko rzemieślnicze i jego organizacje nie negują potrzeby zmian, jednakże muszą one uwzględniać głos tych, którzy na co dzień uczą młodych ludzi zawodu, a potem zapewniają im pracę. Wpływ mikroprzedsiębiorców na proces kształcenia zawodowego pod kątem potrzeb rynku pracy będzie znikomy. Modułowy system kształcenia zawodowego doprowadzi do kształcenia uczniów w wąskim zakresie na potrzeby dużych zakładów. Dalszą konsekwencją planowanych przez resort zmian będzie obniżenie pozycji rzemiosła w kraju – uważa T. Wika. Podkreśla, że twórcy zmian systemu kształcenia zawodowego zapomnieli niestety o niepodważalnie znaczącej roli mistrza szkolącego, ale również o tym, iż w małych zakładach pracy młodzież uczy się zawodu i jednocześnie zapoznaje się z całą sferą ekonomiczno-marketingową, funkcjonowaniem małych i średnich przedsiębiorstw, przygotowując się do prawdziwych realiów życia gospodarczego. Podczas nauki uczniowie kształtują nie tylko formalne umiejętności, ale również osobowość i społeczne zachowania, a po zdaniu egzaminu czeladniczego mają znacznie większą możliwość otrzymania pracy.
W tym roku do poznańskiego Zespołu Szkół Budowlanych przyjdzie około 200 uczniów. To między innymi efekt kampanii informacyjnej prowadzonej w gimnazjach przez doradców zawodowych wspólnie z Family House na podstawie porozumienia zawartego przez szkołę z przedsiębiorstwem. Najczęściej wybieranymi przez uczniów zawodami budowlanymi są obecnie technolog robot wykończeniowych i instalator. W Poznaniu od kilku lat nie kształci się natomiast betoniarzy-zbrojarzy z powodu braku chętnych. Nie kształci się także dekarzy, cieśli czy murarzy.
– Średnia wieku murarzy z roku na rok jest coraz większa i za parę lat nie będzie miał kto murować – zauważa Jakub Pyżalski. Jego firma potrzebuje obecnie około 50 pracowników, którzy ściągani są z całego kraju.
Dyrektor Arkadiusz Dratwa zwraca także uwagę na fakt, iż niedawno odebrano pracodawcom ulgi, przysługujące za zatrudnianie osób uczących się zawodu, w związku z czym wiele przedsiębiorstw nie będzie już tak chętnie ich przyjmować. Takie działania mają też inne skutki – zwiększa się aktywność naszych zachodnich sąsiadów. Już dzisiaj Niemcy ze wschodnich landów proponują naszym uczniom naukę w swoich szkołach. Wymagana jest tylko znajomość języka niemieckiego. Ale możemy sobie wyobrazić, że landy te zaczną zatrudniać polskich nauczycieli do nauki niemieckiego. I mimo, że poziom nauki jest podobny, to stawki wynagrodzenia uczniów są znacznie wyższe niż u nas, np. stolarz w pierwszym roku nauki zarabia 350 euro, a dekarz w trzecim roku 875 euro.
Dratwa krytykuje też pomysł przeprowadzania egzaminów zawodowych przez Okręgową Komisję Egzaminacyjną. Uważa, iż jak dotychczas powinny być przeprowadzane przez Izbę Rzemieślniczą.
– Nauka zawodu w małych zakładach pracy i zdanie egzaminu czeladniczego daje ogromne możliwości uzyskania zatrudnienia zarówno w kraju, jak i za granicą. Z tego względu niezwykle ważne jest zachowanie rzemieślniczego systemu egzaminowania przy izbach rzemieślniczych – ocenia z kolei dyrektor Tomasz Wika. – System ten w doskonały sposób sprawdza się dotychczas w Polsce i w wielu krajach Unii Europejskiej. Nie bez powodu świadectwa czeladnicze i dyplomy mistrzowskie są wysoko cenione przez pracodawców w kraju i za granicą, gdyż pracodawcy wiedzą, że osoby posiadające te dokumenty są doskonale przygotowane do wykonywania zawodu, szybko dostosowują się do zastanej sytuacji i bardzo dobrze wykonują zleconą pracę.
Poznańskie Nieruchomości portal informacyjny oferta deweloperska Poznań i inwestycje w mieście, mieszkania, działki, lokale
2007 - 2026