Rozmowa z Krzysztofem Cesarem, dyrektorem Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Poznaniu
– Uchwalenie nowego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Poznania poprzedziła fala krytyki. Czy można wobec tego powiedzieć, że studium jest właściwym dokumentem?
– Dokument jest bardzo dobry. Może ci, co krytykują, nie wszystko wiedzą o tym dokumencie i odczytują tylko dla siebie wygodne fragmenty, które chcą zaatakować. W ogóle trzeba powiedzieć, że planowanie przestrzenne jest sztuką pewnego kompromisu i wiadomo, że kompromis kogoś nie zadowoli.
Zarzuty o ograniczeniu terenów zielonych nie są słuszne. Jeśli wczytamy się w dokument zobaczymy, że ograniczeniu ulega tylko obszar tzw. gruntów rolnych. Te grunty dziś albo są uprawiane, albo nie. Część tych gruntów przeznaczamy pod zalesienie. Toteż jeżeli weźmiemy pod uwagę tereny lasów czy parków, to ich powierzchnia wzrasta. Nie jest to więc żaden powód do krytyki.
Kolejnym zarzutem jest polityka komunikacyjna zapisana w studium, która zdaniem krytyków jest prosamochodowa, a nie dla komunikacji zbiorowej. To też nie jest prawdą. Zarzuty wynikają z faktu, że mamy trzecią ramę, która w całości jest nowym układem. Natomiast zaprojektowanych jest ponad 50 kilometrów nowych tras tramwajowych. One są opisane i przebadane. Wiadomo więc, że i przestrzennie się zmieszczą i ekonomicznie sprawdzą się. A jeśli okaże się, że inne trasy tramwajowe będą uzasadnione i przestrzennie i ekonomicznie, studium nie zabrania, a wręcz umożliwia ich realizację. Natomiast porównanie parametrów Poznania i wybranych miast niemieckich jest wynikiem badań opartych na różnych metodologiach. Faktycznie nie można więc ich porównywać.
– Co w takim razie zyskał Poznań poprzez uchwalenie studium kierunków zagospodarowania?
– Poznań zyskał to, że zostały uruchomione nowe tereny inwestycyjne, zarówno pod budownictwo mieszkaniowe jedno- i wielorodzinne jak i inwestycje gospodarcze. Uruchamiamy około czterech tysięcy hektarów. Większość ma przeznaczenie mieszkaniowe. Z badań demograficznych wynika co prawda, że trudno liczyć na zwiększenie liczby mieszkańców. Natomiast badania fachowców pokazują również, że prognozy nie będą takie ujemne, jak to przewidywano jeszcze 2-3 lata temu.
Dlaczego zwiększamy powierzchnie mieszkaniowe? Po to, aby poprawić standard. Dziś na poznaniaka przypada średnio około 27 metrów kwadratowych mieszkania. A my chcemy doprowadzić do standardów europejskich, czyli około 35 metrów. Dlatego trzeba udostępnić nowe tereny pod różnego typu budownictwo. To, że badania mówią, iż 96 procent poznaniaków chciałoby mieszkać w domu z ogródkiem, nie oznacza wcale, że ten procent ludzi na to stać.
W studium charakter zabudowy zapisaliśmy strefami. Im bliżej centrum mamy budownictwo wielorodzinne, potem w formie willi miejskich, czyli coś na kształt Sołacza, aż na obrzeżach chcielibyśmy mieć tzw. rezydencje, czyli duże działki z niewielkim stopniem zabudowy. Niestety właściciele gruntów na skraju pytają, kto kupi te 3000 metrów i chcą mieć działki sztampowo po 600-700 metrów. I to też była przyczyna wielu protestów i krytyk studium.
– Skoro mówimy o budownictwie mieszkaniowym… Krytycy zarzucali studium przeznaczanie pod nie zbyt dużych terenów na obrzeżach, wymagających ogromnych nakładów na uzbrojenie kosztem zaniechania przebudowy i rewitalizacji, co doprowadzi do dalszej degradacji terenów śródmiejskich, które uzbrojenia nie potrzebują.
– To jest pół prawdy. Nie jest prawdą, że władze miasta nie myślą o centrum i nie chcą przeciwdziałać jego degradacji. Ale studium nie zajmuje się rewitalizacją. My wskazujemy tereny do rehabilitacji. I twierdzenie, że miasto coś zaniedbuje w centrum jest bardzo krzywdzące. A opinie te wygłasza osoba, która działała w tej dziedzinie na terenie NRD, ale doskonale zna również uwarunkowania polskie. A różnica polega na tym, że w NRD nie było pojęcia prywatnej, osobistej własności. Wtedy oczywiście po negocjacjach można było wyprowadzić wszystkich z kamienicy i nie było problemów prawnych. A u nas, gdzie jest własność pomieszana, gdzie kamienic w pełni komunalnych już praktycznie nie ma, a jest cała masa kamienic od zawsze prywatnych, nie ma możliwości przeprowadzenia takiej kompleksowej rewitalizacji, jak się to udało na terenach wschodnich Niemiec. U nas realizacja tych działań jest znacznie trudniejsza.
– A co z obszarami wykorzystywanymi dotychczas gospodarczo, z których wyprowadzili się użytkownicy lub ich wyprowadzenie jest uzasadnione? To właśnie w ich miejscu powinna powstać zabudowa wielkomiejska.
– Studium to zakłada. Ale studium jest na tyle ogólnym dokumentem, że on umożliwia przekształcenie terenów poprzemysłowych na przykład na mieszkaniówkę, cele kulturalne, czy usługowe. Natomiast podjęcie określonych inwestycji na tych terenach to kwestia dalszych działań. Nawet plan miejscowy tak szczegółowo tego nie rozstrzyga. Nie możemy zapisać, że w danym miejscu będzie filharmonia czy teatr muzyczny. Można napisać jedynie, że będą tam usługi kultury o wymiarze ponadregionalnym.
W czasie prac nad studium tylko jeden podmiot gospodarczy, a mianowicie ZNTK zwrócił się do nas z sugestią, aby zmienić przeznaczenie jego terenu. Nikt się nie zwrócił z terenów zajmowanych przez Wiepofamę, Powogaz, Goplanę i nie było z ich strony żadnych sugestii. Dla terenów ZNTK w nowym studium jest zapis – możliwość usług i mieszkalnictwa. Jest więc możliwość przekształcenia.
A co się dzieje na przykład z terenami Cegielskiego? Cegielski cały czas wierzy, że nie utraci swojej dawnej potęgi. A kiedy pojawia się trudna sytuacja, po kawałku wydzierżawia swoje tereny. Gdyby od początku można było rozmawiać z jednym dużym właścicielem, tak jak robimy to w przypadku ZNTK. A tam mamy teraz mnóstwo większych i mniejszych podmiotów i rozmowy o przekształceniach są utrudnione.
– Jakie są najważniejsze obszary rozwojowe określone w studium?
– Tereny rozwojowe budownictwa mieszkaniowego to Strzeszyn, Szczepankowo, Pokrzywno oraz Morasko. Terenem o dużym potencjale są zachodnie obszary w okolicach Plewisk, Przeźmierowa, zaś mniejsze enklawy w Zielińcu. Przy czym stawiamy warunek, że te tereny można wykorzystywać inwestycyjnie, jeśli wybuduje się infrastrukturę komunalną. A o tym zadecyduje ekonomia, czy na przykład Aquanetowi będzie się kalkulowało doprowadzenie kolektorów do Moraska. Cały czas prowadzone są na ten temat rozmowy. Jeżeli nie będzie infrastruktury, to nie można pozwolić na niezliczoną ilość szamb, nawet jeśli będą nazywały się szczelne.
W starym studium tereny przy węźle Krzesiny były terenami rolnymi. Obecne studium przekształciło je w tereny gospodarcze. Wykorzystanie ich pod inwestycje będzie wymagało rozbudowy lokalnego układu drogowego. Bardzo istotnym miejscem, na którym prace planistyczne są mocno zaawansowane, jest centrum logistyczne Żegrze w sąsiedztwie Kinepolis. Jest nawet zamierzenie utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej, ale jednym z warunków strefy jest posiadanie planu miejscowego. A z planem miejscowym mogliśmy ruszyć dopiero, gdy uchwalone zostało studium. I to są te zależności. Są chętni do przyjścia do Poznania, usadowienia się w warunkach, jakie daje strefa, ale żeby powstała strefa, trzeba zrobić plan, a żeby był plan, musimy mieć studium.
Duże tereny rozwojowe gospodarczo są po sąsiedzku na Franowie, czy w Kotowie.
– Doszliśmy do problemu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Poznań znajduje się na odległym miejscu wśród polskich metropolii pod względem pokrycia jego obszaru planami zagospodarowania, zaś brak aktualnego studium blokował możliwość ich uchwalania. Na ile przyjęcie studium poprawi tę sytuację?
– Około 30 planów miejscowych czekało na uchwalenie studium, aby można było przyspieszyć prace nad ich opracowaniem. Uchwalane dotychczas plany były raczej planami ochronnymi, a nie inwestycyjnymi. Chroniliśmy tereny zielone przed zakusami inwestorów. Stąd też zarzut, że miasto nie chroni terenów zielonych uważam za bardzo krzywdzący.
Teraz będziemy opracowywać tereny pod inwestycje. Określa się też jednoznacznie cechy zabudowy dla terenów, które dotychczas miały zapis w poprzednim studium bardzo miękki i niekonkretny. Bo trzeba powiedzieć, że tamto studium było opracowywane pod rządami innej ustawy, a obecne – innej. Nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym co do warunków zabudowy nie odpowiada zapisom studium, które było robione na podstawie poprzedniej ustawy. Wobec tego dzieją się rzeczy, które nie powinny się dziać, bo na zasadzie dobrego sąsiedztwa Wydział Urbanistyki wydaje decyzje, które trudno obronić przed dążeniami inwestorów. Dlatego na Strzeszynie powstają domy, których nikt nie chciał w założeniach: ani planiści, ani Wydział Urbanistyki, ani mieszkańcy. Teraz plany ustalą określone parametry.
Oczywiście mamy tylko około 15 procent powierzchni miasta pokrytą planami, ale powstaje pytanie ile tych procent należałoby mieć. Gdańsk ma blisko 60 procent i w środowisko urbanistów mówi się, że jest to miasto przeplanowane. Przy sytuacji prawnej, jaką mamy, nie pozostawiają one swobody. Jeśli jakaś funkcja w danym miejscu nie jest przewidziana, zaś merytorycznie lokalizacja inwestycji jest uzasadniona, to z prawnego punktu widzenia jej usytuowanie nie jest możliwe. Plany zagospodarowania są pod pewnymi względami zbyt sztywne, a procedury ich zmiany są u nas bardzo długie.
W sumie nasi planiści pracują obecnie nad około 50 planami miejscowymi. Gdy zostaną uchwalone, około 40-45 procent miasta będzie nimi objęte.
– W dyskusjach z polemistami prezydent Ryszard Grobelny argumentował, że po uchwaleniu studium będzie można szybko znowelizować. Czy faktycznie będą podejmowane prace nad jego zmianami?
– Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego jest żywym dokumentem, który może podlegać systematycznym zmianom. Nie będziemy tego robić jednak drogą nowelizacji całego dokumentu, lecz pracując nad wybranymi obszarami czy tematami.
Poznańskie Nieruchomości portal informacyjny oferta deweloperska Poznań i inwestycje w mieście, mieszkania, działki, lokale
2007 - 2026