Wielkopolanka – koniec kontrowersyjnych rozliczeń?

Członkowie spółdzielni mieszkaniowej Wielkopolanka postanowili na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu zamknąć sprawę kontrowersyjnych niedopłat z lat 2005-06. Osoby, którym naliczono nadpłaty domagają się jednak ich zwrotu. Przed paroma laty w spółdzielni mieszkaniowej Wielkopolanka – jak wielu pamięta – wybuchła bomba. ówczesny zarząd ponownie przeprowadził rozliczenia inwestycji nierzadko zakończonych przed wieloma laty. I co się z nich okazało? Otóż około 1000 członków miało dopłacić do wniesionych wcześniej wkładów budowlanych. Najwięcej naliczono tym, którzy najwcześniej przystąpili do budowy. Innym z kolei wyliczenia wykazały nadpłaty. Były to niebagatelne kwoty, bo rzędu kilkudziesięciu, a nawet ponad stu tysięcy złotych.
Ci, od których zażądano dopłat, podnieśli krzyk. Posypały się odwołania. Ostatecznie sprawą zajęła się lustracja Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych. W obszernym, liczącym ponad 100 stron protokóle wykazuje ona nieprawidłowość dokonanych rozliczeń.
– W protokóle wytknięto błędy dyskwalifikujące rozliczenie w sposób najbardziej drastyczny. Popełniono kardynalne błędy – podkreśla Dariusz Walkowiak, przewodniczący rady nadzorczej.

Zamknąć sprawę raz na zawsze

Uchwały poprzedniego zarządu obecny zarząd anulować nie może. Ciążące zaś na spółdzielcach rzekome zobowiązania utrudniają nie tylko obrót lokalami, ale także przekształcanie spółdzielczego własnościowego prawa w prawo pełnej własności. Podczas zwyczajnego walnego zgromadzenia członków spółdzielni w czerwcu tego roku zadecydowano o zwołaniu zebrania nadzwyczajnego, które podejmie uchwalę regulującą kwestię naliczonych zobowiązań.
W poniedziałek 19 października do auli Wydziału Geografii UAM na Morasku przybyło 316 spośród 2270 członków Wielkopolanki. Celem zebrania było podjęcie uchwały w sprawie pokrycia niedopłat. W projekcie uchwały napisano:
,,Prawna bezskuteczność podejmowanych przez organa spółdzielni prób unieważnienia błędnych, ostatecznych rozliczeń dokonanych przez poprzednie zarządy oraz uwzględniając okoliczności, w jakich one powstały, w celu ostatecznego uregulowania stanu prawnego stanowi się, że członkom, którym w wyniku ostatecznego rozliczenia kosztów budowy z lat 2005-06 stwierdzono niedopłatę, umorzona zostaje nieuregulowana kwota. Umorzenie następuje na pisemny wniosek członka w terminie do 31 marca 2011 r. Prognozuje się, że w wyniku uchwały strata bilansowa spółdzielni wyniesie 9 mln zł.”
Uchwała nie ma jednak zastosowania wobec osób, które nie wpłaciły wymaganego wkładu budowlanego lub nie wpłaciły kwot wymaganych do uzyskania własnościowego prawa do lokalu.
– Zarząd spółdzielni uważa, że uchwala powinna oznaczać koniec sprawy toczącej się miesiącami i pozwolić skupić się na normalnej działalności – uzasadnia prezes Dorota Falkowska. – Przeprowadzone rozliczenia są błędne i niesprawiedliwe. Negują je nawet osoby, które ich dokonywały. Zdaniem zarządu najbardziej racjonalnym zakończeniem sprawy jest podjęcie zaproponowanej uchwały. Należy skończyć z podziałem na ,,niedopłatowców” i ,,nadpłatowców”.

Umorzenie, bonifikata, czy odpis

Dyskusja na zgromadzeniu toczyła się głównie wokół użytych w projekcie uchwały sformułowań.
Podczas walnego w czerwcu przegłosowaliśmy, że zamiast ,,umorzenie” zostanie zapisane ,,udzielenie 100 procent bonifikaty” – mówi Maria Orsztynowicz. – Członkowie spółdzielni mają dokumenty mówiące, że zapłacili tyle, ile powinni. Nie uznają więc, że mają dług. A jeśli pozostawimy zapis ,,umorzenie”, to w rocznym zeznaniu podatkowym kwotę tę trzeba będzie wykazać jako przychód i zapłacić od niej podatek.
Zdaniem mówczyni udzielenie bonifikaty powinno nastąpić z urzędu, bo każdy odwoływał się od pism otrzymywanych ze spółdzielni. Pani Orsztynowicz, podobnie jak kilkoro innych spółdzielców złożyło poprawki do projektu uchwały.
Dariusz Walkowiak zaproponował z kolei autopoprawkę rady nadzorczej, aby słowo ,,umorzenie” zastąpić sformułowaniem, że ,,nieuregulowane kwoty niedopłat zostaną odpisane w księgi rachunkowe.”
Dlaczego odpis, a nie bonifikata – zapytuje mecenas Artur Igliński. – Bonifikata to coś innego. Oznacza umniejszenie, a nie wyzerowanie. Może więc najwyżej wynosić 99, a nie 100 procent. Odpis ma znaczenie rachunkowe, a nie dochodowe. Bonifikata stoi więc w sprzeczności z oczekiwaniami spółdzielców, aby ich zobowiązania zostały wyzerowane – argumentuje adwokat.
– Wcześniejsze odwołania były w takim nieładzie, znaleźliśmy je w różnych kartonach, że trudno będzie zweryfikować kto je złożył, a kto nie – stwierdza z kolei prezes Falkowska.
Inni dyskutanci pytali, jaka będzie kondycja spółdzielni po spisaniu tych kwot w straty. Niektóre osoby, którym naliczono niedopłaty, zapłaciły je, bo chciały uzyskać pełne prawo własności. Czy teraz dostaną ich zwrot?
Obecnie nie ma zagrożeń dla spółdzielni – informuje prezes Falkowska. – Podjęte przez obecny zarząd próby restrukturyzacji powiodły się. Spółdzielnia uregulowała długi ze sprzedaży biurowca przy Gronowej i płaci rachunki na bieżąco.
Ostatecznie spółdzielcy przyjęli uchwałę z poprawką Dariusza Walkowiaka, gdzie mówi się o odpisie księgowym. Za projektem było 236 osób, przeciw zagłosowało – 23.

Nadpłatowcy nie ustępują

Z uchwały zadowoleni są ci, którym przed trzema laty naliczono niedopłaty. Nie ma w niej natomiast mowy o nadpłatach. Osoby z nadpłatami wciąż żądają swego. Ta uchwala jest niesprawiedliwa wobec tych, którzy mają nadpłaty – mówią.
– Ja mam nadpłatę i chcę, aby ta nadpłata była mi wypłacona. Dostałam pismo, że do 27 stycznia 2009 r. będzie zwrot. Miał być pokryty ze sprzedaży nieruchomości. Dlaczego tych pieniędzy nie dostałam – pyta jedna z mieszkanek.
– Pani powołuje się na uchwałę z 2007 roku. Ta uchwała została przez ten sam organ uchylona – kwituje prezes Falkowska.
Skoro sama spółdzielnia stwierdza, że nie ma roszczeń, skoro rozliczenia były błędne, to również nadpłaty są wirtualne – twierdzą niektórzy dyskutanci.
W niektórych rozliczeniach były nawet kwoty nadpłat rzędu 160.000 zł. Czy ktoś zgodziłby się tyle przepłacić – zastanawia się Dariusz Walkowiak.
Część osób, którym naliczono nadpłaty potrąca je sobie jednak z bieżących należności eksploatacyjnych.
– Zagrożeniem dla spółdzielni było 120 osób z nadpłatami, które nie płaciły opłat miesięcznych. Teraz jest ich 40. Niektórzy kierują sprawy do sądu – informuje Dorota Falkowska.
Zdaniem pani prezes ci, którzy zrezygnują z roszeń, mogą wystąpić o pełna własność. Dążeniem zarządu jest ustanowienie wszędzie pełnej własności lokali i utworzenie wspólnot.
– Od dwóch lat nie płacę kosztów eksploatacyjnych – mówi jedna z posiadaczek rzekomej nadpłaty w wysokości ponad 40 tysięcy złotych. – Przysłano mi windykatora. Pokazałam mu rozliczenie ze spółdzielni, więc przeprosił i wyszedł. Jeśli dziś zapadnie decyzja na moją niekorzyść, to pójdę do sądu. Ciekawe, że są osoby, które wygrywają sprawy.
Inna mieszkanka przestraszyła się jednak komornika i zwróciła to, co sobie potrąciła. Nieprzejednani pójdą jednak z pewnością do sądu. Wielkopolankę czeka zatem jeszcze seria procesów, zanim kwestię nieszczęśliwych rozliczeń będzie można ostatecznie zamknąć.

x

Zobasz także

Dyrektywa budynkowa

Parlament Europejski przyjął nowelizację tzw. dyrektywy budynkowej. Zakłada ona m.in., że domy, z których ucieka ...

Powrót Bamberki

Kolejny znak rozpoznawczy Starego Rynku przeszedł fachową renowację. Dzień po pręgierzu na swoje miejsce wróciła ...

Światełko do Nieba

Światełkiem do Nieba zakończył się wczorajszy 32. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Po raz kolejny ...

KPO dla Polski

Polska otrzyma ponad 5 mld euro zaliczki z KPO w ramach REPowerEU. pozytywna ocena przez ...

Święto radości i wolności

Poznań to takie miasto, gdzie narodowcom nie udaje się zawłaszczyć ani tego, ani żadnego innego ...